startup

PANATO Café: płać za kawę ile chcesz!

Z Rolandem Zarzyckim z kolektywu Biz:on rozmawiamy o ich kawiarni PANATO Café - samoobsługowym lokalu, w którym klienci płacą za czas pobytu.

1. Co to za biznes?

Społeczny. To znaczy taki biznes, którego fundamentalnym celem nie jest wcale zysk finansowy. Od razu zaznaczam, by ubiec złośliwe komentarze: nie oznacza to wcale, że zysk finansowy w ogóle nie jest istotny. Rzecz w tym, by zachować zdrowy balans pomiędzy celami społecznymi, satysfakcją z pracy, a dobrym i solidnym pomysłem oraz podejściem biznesowym, które umożliwia realizację wartości wyższych. Mówiąc bardziej konkretnie: nasz pomysł to stworzenie przestrzeni, która z jednej strony byłaby czymś na kształt klubu, w którym spędza się czas, miejscem spotkań i ciekawych, inspirujących wydarzeń, z drugiej zaś przynosiła taki zysk, który takie miejsce pozwala utrzymać.

Model biznesowy tego przedsięwzięcia jest w pewnym sensie banalnie prosty, jednoparametrowy: sprzedajemy czas, jaki klubowicze decydują się spędzać w Klubie, oni zaś – o ile jest im przyjemnie – decydują się za niego płacić.

W szczegółach sprawa jest bardziej złożona, bo w Klubie można robić wiele różnych rzeczy. By wymienić kilka z nich, zgodnie zresztą z naszym ogłoszeniem promocyjnym: w PANATO Café można napić się kawy, przekąsić coś pysznego, zrelaksować się, siedzieć, snuć plany, gadać ze znajomymi, debatować z obcymi, pleść trzy po trzy, grać w karty, kości i planszówki, lecieć w kulki, kminić i surfować, przyciąć komara, pojmać muchę, słuchać muzy, zliczać owce, pisać palcem po wodzie lub przechodzić do sedna, siać nadzieje, zbierać plony, tkwić przy swoim, jeść i pić, dopiąć swego albo robić nic. Wszystkie te możliwości są już wliczone w cenę. Cena bazowa to 25 groszy za minutę, ale wraz z długością czasu spędzanego w Klubie szybko spada. I tak jakoś to wygląda.

panato1

2. Skąd pomysł? Co Was zainspirowało?

To złożona sprawa. Właściwie już przed otwarciem nasza przestrzeń - PANATO - funkcjonowała jako miejsce spotkań, warsztatów, debat. Problem polegał na tym, że osobom, które przychodziły, nie mogliśmy zaoferować atrakcji płatnych, nawet tak prostych, jak kawa czy herbata. Oczywiście, jeśli ktoś prosił, kawę czy herbatę mu parzyliśmy. Chcąc jednak zwiększyć częstotliwość i sprawić, by przestrzeń ta 'żyła' przez cały czas, musieliśmy znaleźć jakieś źródło finansowania. Pomyśleliśmy, że wszystko to, co ludzie robią w PANATO oraz to, co mogliby robić, przypomina charakterem taki właśnie klub o domowej atmosferze, w którym można spędzać czas z przyjaciółmi, ale też popracować, podumać, poczytać. Zarazem nie chcieliśmy 'wybijać' ludzi z tej atmosfery opłatami za różne rzeczy, z których chcieliby korzystać, więc pomyśleliśmy, że opłata musi mieć jakiś kompleksowy charakter. Tak też doszliśmy do wniosku, że za członkostwo w Klubie będzie się płacić - co jest zresztą rozwiązaniem starym jak świat.

Problem polegał na tym, że nie chcieliśmy Klubu zamykać tylko na stałych członków regularnie opłacających składki. Ponieważ innym z założeń funkcjonowania przestrzeni była samoobsługa, któregoś ranka zacząłem googlować samoobsługowe kawiarnie. W Internecie znalazłem kilka doniesień o takich przedsięwzięciach, w których ludzie płacą za czas spędzony w lokalu i wydało mi się to genialnie proste - jeden parametr: czas. Podobnie funkcjonują przecież otwarte bufety oferowane podczas śniadań w hotelach - może nie płaci się tam za czas, ale też obowiązuje zasada, że każdy je i pije, ile chce. I ludzie czują się swobodnie, co kluczowe w przypadku naszej koncepcji. Tak też zdecydowaliśmy się połączyć nasz pomysł na przestrzeń klubową z rozwiązaniem polegającym na mierzeniu czasu - wprowadziliśmy 'członkostwo czasowe' - minimalna długość bycia członkiem klubu to 15 minut :)

paaanato

3. Do kogo chcecie trafiać?

Jesteśmy o to często pytani: 'a dla kogo to ma być miejsce?'. Myślę, że w przeciwieństwie do ekskluzywnych klubów dla elit różnej maści, które w pewnych czasach świetnie prosperowały, a w pewnych miejscach wciąż świetnie prosperują, PANATO Café to miejsce dla... wszystkich. A przynajmniej chcielibyśmy, by tak było. Oczywiście, mamy świadomość, że nie każdemu się u nas spodoba. Wiemy też, że adresowanie swojej oferty do wszystkich jest grzechem śmiertelnym marketingu, ale czy naprawdę nie można po prostu być otwartym i gościnnym? Myślę, że tak naprawdę miejsce to – jako przestrzeń klubowa, kolektywna, wspólna – zostanie ukształtowane przez ludzi, którzy będą do niej przychodzić, przez klimat, który będą tworzyć, przez wydarzenia, warsztaty, debaty, które będą organizować. Choć na pewno zależy nam na tym, by pewne elementy charakteru PANATO Café, takie jak właśnie otwartość, poszukiwanie inspiracji, łączenie, nie dzielenie, swoboda myślenia i działania, pozostały niezmienne. Tym, którym są one bliskie, na pewno się u nas spodoba. Tych, którym bliskie nie są, będziemy namawiać, by chociaż spróbowali.

4. Co jest w tym innowacyjnego?

Chyba nic szczególnego: kluby są i były od zarania czasów, a miejsca spotkań od jeszcze dawniej. Może to, że płaci się za czas, nie zaś za określone produkty, jest trochę innowacyjne na wrocławskim czy polskim podwórku, ale w świecie takie miejsca z powodzeniem działają od dawna. Trochę innowacyjne jest to, że łączymy przestrzeń spotkań z warsztatem, gdzie w ciągu dnia pracują osoby ze spółdzielni PANATO funkcjonującej w sektorze kulturalnym i kreatywnym. To, że te dwie przestrzenie się przenikają same w sobie, jest jakoś ciekawe, a wielokrotnie okazywało się także źródłem wzajemnej inspiracji.

Ważne jest też, że chcemy działać na zasadach, które branżowo określić można jako '3.0' – nasz biznes nie jest bezrefleksyjnym dostarczaniem produktu/usługi jak w dobie '1.0', nie jest też produktem/usługą skrojoną na potrzeby klienta lub też tych potrzeb rynkową kreacją, jak w podejściu '2.0'. Nasz pomysł, przynajmniej w samym założeniu, to przedsięwzięcie, w którym granica między 'producentem' a klientem się zaciera, czyli, innymi słowy, tworzymy ten Klub wspólnie, by wspólnie realizować swoje potrzeby.

W praktyce przekłada się to na przykład tak, że w Klubie obowiązuje samoobsługa. I to, takie podejście – powiedziałbym – jest w Polsce czymś jeszcze bardzo rzadkim, zwłaszcza ze względu na powszechny w naszym kraju brak zaufania. W każdym razie, ogólnie rzecz ujmując, staramy się, by atmosfera w Klubie była wyjątkowa, ale niekoniecznie mamy poczucie, że musi to być to biznes przełomowy i jedyny w swoim rodzaju.

5. Jak przebiegała realizacja?

To była długa droga i nie wiem, czy jest tu miejsce, by wszystko to opowiedzieć. Można powiedzieć, że jakiś zarodek tej koncepcji powstał w czasach, kiedy tworzyliśmy PANATO. Z czasem PANATO pozyskało przestrzeń, o której od początku myśleliśmy jako o przestrzeni spotkań – trochę już o tym mówiłem. Cała zresztą przestrzeń, która dziś stała się także przestrzenią klubu PANATO Café, powstała w sposób społeczny, przy olbrzymim udziale wielu wolontariuszy, osób, które wspierały nas i swoim czasem, i pieniędzmi, i innymi zasobami. Już sam akt powstania był uspołeczniony. Klub powstawał stopniowo, bo nie było żadnego wielkiego inwestora, który jednym ruchem magicznej różdżki, czy też magicznego portfela, ufundował wszystko. Wciąż zresztą jest udoskonalany. To proces, który dzieje się dzięki pozytywnej energii osób w niego zaangażowanych. Może poprzestanę na tych górnolotnych sformułowaniach – jeśli ktoś chciałby prześledzić kwestię tę bliżej, zapraszamy serdecznie do Klubu, gdzie o wszystkim chętnie opowiemy i pokażemy, co i jak powstawało.

paanato

6. Jak widzicie swój biznes za 5 lat?

To rzecz bardzo trudna do przewidzenia, zwłaszcza dlatego, że właśnie nie chcielibyśmy realizować jednej ustalonej wizji – masterplanu. Wręcz przeciwnie, chcielibyśmy – jak już sygnalizowałem – robić to wspólnie z wszystkimi osobami, które zaangażują się w proces rozwoju PANATO Café. Tym samym określenie wizji tego przedsięwzięcia za 5 lat wiązałoby się w moim odczuciu z jakąś próbą zamykania go, ukierunkowywania zgodnie z naszymi preferencjami. Może i takie preferencje są, ale mają one bardzo ogólny charakter – na przykład, chcielibyśmy, by było to miejsce tętniące życiem, inspirujące, gdzie każdy mógłby przyjść, czuć się dobrze, realizować swoje pomysły, korzystać – brać i dawać, chcielibyśmy, by było to miejsce o charakterze kolektywnym, otwartym. Jest jeszcze jedna rzecz – myślimy o tym, że może udałoby się zainspirować tym projektem jakieś inne grupy osób, które zdecydowałyby się powołać do życia podobne miejsca w innych częściach Wrocławia, Polski, świata – zresztą miejsc o podobnym charakterze jest już wiele – i w ten sposób moglibyśmy funkcjonować na zasadach jakoś pojętej sieci przestrzeni, które kierują się podobnymi wartościami. To wszystko znów brzmi dość górnolotnie, ale jeśli już mówimy o marzeniach i wieloletnim horyzoncie, to tak, myślę, że ważnym elementem takiej wizji byłoby usieciowienie, czemu zresztą sprzyja duch współczesności.

7. Jak się promujecie?

Niskobudżetowo, żeby nie powiedzieć zerobudżetowo. Jesteśmy inicjatywą lokalną, więc przede wszystkim zależy nam na tym, by dotrzeć do grona najbliższych odbiorców. W tym zakresie fenomenalnie sprawdza się tak zwany marketing szeptany i na tym bazujemy. Staramy się promować całe przedsięwzięcie wśród znajomych, wśród znajomych znajomych, wśród pierwszych Klubowiczów i ich znajomych. Zrobiliśmy też dość huczne wydarzenie otwarcia, podczas którego odwiedziło nas naprawdę dużo osób i – co najważniejsze – spędziło miło czas. Wykorzystujemy też kontakty i sieci spółdzielni PANATO, która ma wielu sprzymierzeńców i przyjaciół, te dwie marki są bowiem bardzo ciasno splecione. Oczywiście, staramy się czynić użytek z mediów internetowych, portali społecznościowych – to podstawa. Wysyłamy także informacje do lokalnych mediów.