technologia

Wizja z 'Black Mirror' urzeczywistnia się. Ten kraj wprowadza system ocen i kar dla obywateli

Rządowy projekt pełnej kontroli nad ludnością pod pretekstem weryfikacji jej zdolności kredytowej mocno zajeżdża literaturą Orwella czy Huxleya. Piszemy o kontrowersyjnej wielkiej bazie danych obywateli, którą zamierzają wprowadzić w życie Chiny.

Fakt, że korzystając z wyszukiwarek internetowych czy mediów społecznościowych oddajemy cząstkę prywatności dla każdego użytkownika sieci jest oczywisty. O ile jednak ewentualne negatywne przeznaczenie tych danych z kont przeciętnego Kowalskiego, Mullera czy Smitha, jeśli chodzi o takich gigantów jak Google czy Facebook, wciąż pozostaje głównie w sferze domysłów, to chińskie władze postanowiły wyłożyć karty na stół. A ściślej – zacząć budowę nowego, posłusznego, wpisującego się w normy i oczekiwania społeczeństwa. Wszystko wokół wskaźników kluczowych dla uznania danego obywatela wiarygodnym i wyznającym reguły zgodne z linią partii.

Projekt o wdzięcznej nazwie Social Credit System, nad którym prace trwają już od trzech lat, a którego pełne wdrożenie planowane jest do 2020 roku, ma na celu budowę całej technologicznej infrastruktury pozwalającej przystępnie oceniać i szufladkować komplet 1,3 mld obywateli i na bazie tego przyznawać bądź zabierać im określone benefity.

Chodzi o nie byle jakie benefity. – Obywatele z niższymi ocenami będą musieli się zadowolić wolniejszym łączem internetowym, ograniczonym dostępem do restauracji, klubów nocnych i pól golfowych czy restrykcyjną kontrolą w trakcie odbywania jakichkolwiek zagranicznych podróży. Utrudnienia czekają ich też w zakresie wynajmu mieszkań, zaciągania kredytów i pożyczek, czy choćby braku profitów z ubezpieczeń społecznych. Nie mówiąc już o problemach ze znalezieniem pracy – mówi badaczka zagadnień związanych z wpływem rozwoju technologii na społeczne zaufanie Rachel Botsman.

grafika: Kevin Hong grafika: Kevin Hong

Już teraz na chińskim rynku działają instytucje, które masowo stosują system ocen, kar i nagród jako motywację. Są zapewne poligonem doświadczanym dla finalnego projektu.

Jedną z nich jest Sesame Credit, gdzie klienci otrzymują ocenę w skali od 350 do 950 punktów. Wszystko to w oparciu o pięć czynników, takich jak historia kredytowa, wypłacalność, cechy osobowe i... no właśnie. Czwarta kategoria to zachowanie i upodobania. – Ktoś, kto, np., gra w gry komputerowe 10 godzin dziennie, będzie traktowany jak osoba bezczynna – mówi Li Yingyun, przedstawiciel firmy Alibaba. Piąta kategoria to relacje interpersonalne – tu, oprócz ludzi którymi się otaczamy, doceniane są między innymi... życzliwe władzy wypowiedzi online.

Dość oczywistym wydaje się, że po wdrożeniu Social Credit System negatywne posty będą przyczyną kłopotów. Rozwiązanie Sesame Credit jest jednak bardzo skuteczne pod względem grywalizacji.

Już 650 punktów daje na przykład możliwość wynajmu samochodu bez zostawiania depozytu, gwarancję szybszego meldunku w hotelach czy status VIP-a na pekińskim lotnisku.

Im dalej, tym lepiej, w efekcie ludzie po prostu rywalizują na wyniki. Warto więc być 'prawdziwym Chińczykiem', prawda?

grafika: Kevin Hong grafika: Kevin Hong

Problem w tym, że system, przynajmniej póki co, nie uwzględnia kontekstu (jak choćby pobyt w szpitalu uniemożliwiający spłatę rachunków), przez co pojawia się tu dodatkowe pole do wielu nadużyć. W lutym 2017 roku chiński Najwyższy Sąd Ludowy ogłosił, że w latach 2013-2016 ponad 6 mln obywateli zostało ukaranych zakazem lotów ze względu na swoje społeczne występki. Ile z tych wyroków było niesprawiedliwych? Oczywiście, ocenianie się wszyscy mamy we krwi. Począwszy od pierwszych nieśmiałych w Polsce prób, jak choćby (wciąż istniejąca) fotka.pl, po współczesne starania właścicieli firm, by ich przedsiębiorstwa cieszyły się jak najwyższą średnią w opiniach Google, przyciągając kolejnych klientów.

Tyle tylko, że o ile u nas wystawianie się na publiczne 'baty' jest (jeszcze) dobrowolne, w Chinach już za 3 lata będzie obowiązkowe. Chodzą wręcz słuchy o jawnym i publicznym rankingu obywateli, który w myśl wspomnianych wyżej zasad grywalizacji będzie motywował ich do tego, by dbać o swój wysoki wynik.

Wynik będący efektem skrajnego posłuszeństwa wobec narzucanych przez rząd reguł kosztem wolności. Czy wartość 1/6 światowej populacji rzeczywiście zostanie sprowadzona do cyferki? A może tamtejsza władza jednak tym razem mówi prawdę i chodzi po prostu o poprawę stopnia zaufania w oparciu o miarodajne wytyczne? I co na to Sophia? Tyle pytań.

grafika: Kevin Hong grafika: Kevin Hong

Źródło: Wired

Tekst: Wojciech Michalski

  • kup