kultura

Anja Kraft: Kobiet DJ-ek jest mniej niż mężczyzn, ale to nie oznacza, że nie wiemy, za co się zabieramy

Przy okazji akcji #MeToo zauważyłam, ile dziewczyn i ile koleżanek ze sceny opisało dokładnie swoje przeżycia związane z molestowaniem lub napastowaniem seksualnym – mówi Anja Kraft, utalentowana warszawska DJ-ka, z którą rozmawiamy o sytuacji kobiet w polskim środowisku didżejskim.

Hashtag #MeToo, który zachęcił wiele kobiet do ujawnienia przypadków molestowania seksualnego, obnażył jednocześnie ogromną skalę tego problemu na świecie. Cała akcja zaczęła się od afery wokół Harveya Weinsteina; później wypłynęły oskarżenia wobec muzyków – Gaslamp Killera, Matta Mondanile czy Alexa Caldera. Okazuje się, że przedmiotowe traktowania kobiet to także w muzycznym światku ciągle duży problem. Jakiś czas temu Anja Kraft – utalentowana polska DJ-ka z kolektywu electrified., znana z mrocznych, deepowych setów – zwróciła uwagę na problem seksizmu w branży, komentując skandaliczną wypowiedź Konstantina, założyciela elektronicznego labelu Giegling, który bez ogródek stwierdził, że 'kobiety są gorszymi DJ-kami' (za co później przeprosił). Nie każdy ma odwagę, żeby głośno sprzeciwiać się takim postawom; wiążę się to z dużym obciążeniem emocjonalnym. Anja jednak zdecydowała się rozwinąć ten wątek, a przekonała ją do tego właśnie akcja #MeToo. W wywiadzie dla F5 DJ-ka przybliża kulisy traktowania kobiet w środowisku klubowym oraz opisuje skandaliczne sytuacje, z jakimi musi się mierzyć, tylko ze względu na swoją płeć.

Rafał Krause, F5: Problem seksizmu w świecie muzyki co jakiś czas przebija się do mediów, i to nie tylko w ostatnim czasie. To temat nieobcy także dla wykonawców muzyki elektronicznej. Wiele gwiazd jawnie angażuje się w walkę o równość – ostatnio jedną z takich postaci na scenie klubowej jest z pewnością The Black Madonna. Z kolei Grimes sama wyprodukowała nawet ostatnią płytę, poniekąd po to, aby zwrócić uwagę na dominację mężczyzn wśród producentów. W Polsce nie ma aż tak wyraźnych głosów podnoszących te kwestie, zwłaszcza wśród DJ-ek. Ty jednak na swoim fanpejdżu zwróciłaś uwagę – po kontrowersyjnym wywiadzie współzałożyciela labelu Giegling, który stwierdził, że 'dziewczyny są gorszym DJ-ami' – że spotykasz się z zarzutem, że kobietom w branży jest łatwiej. Czy uważasz, że w naszym kraju mówienie o dyskryminacji kobiet wymaga większej odwagi?

Anja Kraft: W naszym kraju wyrażanie własnego zdania i własnego ja wymaga ogromnej odwagi. Ludzie nie lubią odmienności. Ale wracając do dyskryminacji kobiet w branży myślę, że zaczyna się to zmieniać. Może nie sam fakt, że są dyskryminowane, ale zaczyna się o tym mówić, zauważa się ten problem. Dlatego mam nadzieję, że startujące dopiero artystki nie będą narażone na przykrości ze strony 'kolegów z branży', których doświadczałam na własnej skórze, szczególnie na początku muzycznej drogi. Bardzo łatwo jest przypiąć łatkę, rozpuścić plotkę czy dopowiedzieć historię bez zweryfikowania prawdy, poznania tej osoby lub okoliczności jej zachowania.

Ludzie nie zadadzą sobie trudu, by kogoś poznać, ale tej samej osobie chętnie obrobią dupę. Szczególnie kiedy mówimy o kobietach w branży.

Owszem, kobiet DJ-ek/producentek jest na scenie mniej niż mężczyzn, ale to nie oznacza, że nie wiemy, za co się zabieramy. A tak najczęściej się nas postrzega, do czego dochodzą jeszcze inne niemiłe rzeczy łączące się za stereotypem grającej/produkującej (a już w ogóle odnoszącej sukcesy) kobiety.

Jak w kontekście innych krajów prezentuje się polska scena klubowa, jeżeli chodzi o reprezentację kobiet? W twoim kolektywie electrified. panuje parytet.

Myślę, że większość krajów ma w swoich szeregach niesamowite kobiety reprezentujące muzykę elektroniczną. Tutaj całkiem subiektywnie stwierdzę, że Niemcy mają świetne artystki, związane z Tresorem jak Mareena czy Reka. Ameryka Południowa może pochwalić się Aleją Sanchez. W Belgii ostatnio rządzą Amelie Lens czy Charlotte De Witte, z którą miałam okazję zagrać na Smolnej. Ale to z Rosji pochodzą kobiety, które inspirują mnie najbardziej – Nina Kraviz oraz Dasha Rush. W tej chwili w Polsce mamy niezłą armię grających kobiet: Yellen, Milena Kriegs, ISNT, VTSS, FOQL, Eli, Jungle Juli, Mia Twin, Kim, Kaj (Warszawa), Charlie, Olivia, Meg, Virtual Geisha (Kraków), Shari Vari (Łódź), Aksamit (Wrocław), El’mirka (Zielona Góra), Joana (Poznań), Sylwia (pochodząca z Katowic ale mieszkająca w Berlinie), Melania (również Polka mieszkająca w Berlinie) a także Polskie legendy Diana D’Rouze i Carla Roca.

W swojej wypowiedzi na Facebooku, dotyczącej wywiadu z Konstantinem, wspomniałaś, że na własnej skórze doświadczałaś gorszego traktowania ze względu na płeć. Czy zdarzało się, że kiedyś, jeszcze zanim byłaś mniej rozpoznawalna, traciłaś jakiś booking, bo ktoś potraktował Cię protekcjonalnie tylko dlatego, że jesteś dziewczyną?

I za ten post także mi się oberwało, że 'robię na tym karierę'. Nie będę tego nawet komentować. Wracając do pytania – tak, doświadczałam złego traktowania ze względu na płeć. Nie wiązało się to z utratą bookingu (a przynajmniej nie bezpośrednio). Raczej przybierało to inną formę – na przykład gdy po skończonym secie (lub w trakcie grania) promotor chciał zbić ze mną piątkę, która de facto skończyła się klapsem na moim tyłku lub gdy przyjeżdżałam na gig i zamiast umówionego hotelu oferowano mi się spanie u siebie w domu... Zdarzało się też tak, że jeden z drugim stali przed didżejką, patrząc mi na ręce, oczekując potknięcia – to się po prostu czuje, kiedy ktoś jest ci przychylny, a kiedy czeka na twój błąd.

Dochodziły do mnie różne rzeczy, np. to że sypiam z promotorami za bookingi, że czyjeś skille są lepsze niż moje i 'jakim prawem ktoś mnie zabookował na support przed tak extra headlinerem', albo że ktoś mi robi selekcję...

Czekam jeszcze na tekst, że ktoś za mnie zgrywa, gdy gram w klubie... Było też tak, że w nieistniejącym już w Warszawie klubie po skończonym secie oprowadzałam pewnego headlinera, pokazując mu cały obiekt, gdy ten nagle szepnął mi do ucha, czy nie pójdę z nim do darkroomu... Ostatnio usłyszałam także wyssaną z palca plotę, że nigdy nie zagrałabym w Tresorze, gdybym nie zrobiła wymianki z pewnym DJ-em (swoją drogą niezwiązanym z tym berlińskim klubem). Nigdy nie zrobiłam wymianki i nie zanosi się, abym zmieniła zdanie na ten temat. Uważam, że dobra muzyka broni się sama. Oczywiście nie omieszkałam poinformować owego artysty o tej plocie – był zażenowany poziomem absurdu. A do Tresora trafiłam, grając na jednej imprezie z rezydentem tego klubu, który słyszał mój set i bardzo mu się spodobał. Tydzień później dostałam od niego maila z zaproszeniem do najsławniejszej berlińskiej piwnicy.

Anja Kraft Anja Kraft

Co Twoim zdaniem może przyczynić się do poprawienia sytuacji dziewczyn w branży muzycznej?

Myślę, że nasza sytuacja w branży muzycznej powoli zmienia się na lepsze. Jest nas coraz więcej – DJ-ek, producentek, promotorek. Coraz bardziej zwraca się na nas uwagę. Coraz więcej mówi się o problemach kobiet w tym światku. Przy okazji akcji #MeToo zauważyłam, ile dziewczyn i ile koleżanek ze sceny opisało dokładnie swoje przeżycia związane z molestowaniem lub napastowaniem seksualnym. To przerażające. I tak, ma to też miejsce w świecie muzyki elektronicznej.

Na koniec pytanie o twoją twórczość. Podążasz własnymi ścieżkami, sięgasz po głębokie dźwięki, eksperymentalne odmiany muzyki. Nad czym obecnie pracujesz, i gdzie będziemy mogli cię usłyszeć w najbliższym czasie?

Obecnie pracuję nad czymś, co odkładałam już bardzo długo, mam nadzieję, że już za chwilę będę mogła powiedzieć o tym coś więcej. Cieszy mnie, że od kilku aktywnych lat na scenie jako DJ-ka nadal mam dużo grania. Do końca roku będziecie mogli usłyszeć mnie we Wrocławiu, Sopocie oraz w Warszawie na Smolnej oraz w Hydrozagadce.

 

Zdjęcie główne: Helena Majewska