technologiamarka

Z Alicante do Kapsztadu

Słaby wiatr, żeglowanie wzdłuż wybrzeża, krótki dystans dzielący łodzie i połamane żebra – jedna czwarta pierwszego etapu VOR za nami.

Dwie godziny snu na dobę.

Jedna czwarta pierwszego etapu o długości blisko 6,5 tys mil wiodącego z Alicante do Kapsztadu za nami. Drużyny minęły już Wyspy Kanaryjskie i obecnie trzymają się bardzo blisko afrykańskiego wybrzeża – damski team SCA zbliżył się już raz do niego na odległość mniejszą, niż kilometr. Wiatr nie jest zbyt mocny i nie wieje w pożądanym kierunku, co nie pozwala żeglarzom się zbytnio oddalić od linii brzegowej. Póki co, regaty nazwano wyścigiem nawigatorów. Flota jest dość ściśnięta. – Myślę, że to z powodu identycznych jednostek, na których pływamy. Na razie nikt nie chce podjąć ryzyka. Jest na to zbyt wcześnie, to dopiero pierwszy etap – mówi jeden z żeglarzy teamu Dongfeng. To jednak bardzo ciężki etap, członkowie załogi śpią po dwie godziny na dobę.

Zanim wypłynąłem z portu, wydawało mi się, że spełniam swoje marzenia, ale to wcale nie marzenia. To koszmar. Jest naprawdę ciężko. Do tej pory najdłużej spałem przez dwie godziny na dobę – tłumaczy Jiru Yang z Dongfeng.

O tym, że żeglarstwo to sport dla twardzieli, a nie maminsynków, z pewnością wie Tony Rae, który dosyć mocno stłukł sobie żebra, jeszcze przed startem. Pomimo tego dopisywał mu humor. – Mnie w przeciwieństwie do futbolistów przynajmniej nikt nie będzie ‘łaskotał’ po żebrach – żartował Tony. Kamuflował też kontuzję przed własną matką, nie chcąc jej niepotrzebnie martwić.

Zmiany liderów.

Odkąd łodzie wypłynęły z portu 11 października, teamy na pozycji lidera zmieniały się kilkakrotnie. W dniu rozpoczęcia wyścigu, prowadził hiszpański MAPFRE, którego następnego dnia wyprzedził Vestas Wind. Nie cieszył się on jednak prowadzeniem zbyt długo, bowiem tego samego dnia na pierwszą pozycję wysunął się team nowicjuszy z Alvimedica. Również 13 października doszło do dwukrotnej zmiany lidera. Wpierw prowadziły panie z SCA, po czym zostały wymanewrowane przez zespół Abu Dhabi. Od tego momentu zaciekła walka o pierwszą pozycję odbywała się pomiędzy Abu Dhabi, a Dongfeng Race Team. Za nimi czaił się doświadczony wyga, jakim jest kapitan teamu Brunel Bouwe Bekking, biorący po raz siódmy udział w regatach Volvo Ocean Race. Od dwóch dni miejsce na szpicy zajmował w połowie chiński, w połowie międzynarodowy team Dongfeng. I prowadziłby, gdyby nie uderzył dzisiejszej nocy w niezidentyfikowany obiekt uszkadzając stery. Naprawa zajęła im pół godziny, co wystarczyło aby stracić prowadzenie i spaść na trzecią lokatę.

Przed rozpoczęciem regat ochrzciliśmy Dongfeng czarnym koniem tych wyścigów, jak widać wcale nie na wyrost. Obecnie na prowadzeniu Abu Dhabi przed Brunel.

Za kilka dni, łodzie zbliżą się do równika. Wtedy może dojść do istotnego przetasowania na zajmowanych pozycjach, bowiem na żeglarzy będzie czekała tam flauta. Strefa równikowej ciszy w dawnej przeszłości potrafiła być zabójcza dla załóg, które nie mogły złapać wiatru w żagle.

Aktaulne pozycje teamów w pierwszym etapie Aktaulne pozycje teamów w pierwszym etapie

Volvo Ocean Race dla każdego – wirtualne regaty.

Aby wziąć udział w największych regatach świata i wygrać wyścig, wcale nie trzeba być doświadczonym żeglarzem. Wystarczy mieć komputer. – Nie spałem przez 48 godzin. Cały czas miałem oko na moich rywali. Ustawiałem stery, patrzyłem na prognozę pogody, aby wiedzieć co robić, jak obudzę się w środku nocy. Po dwóch, trzech tygodniach, bardzo mnie to wyczerpało – Mówi Mark Campbell James, jeden z uczestników ubiegłej edycji regat Volvo Ocean Race. Opłynął ziemię dookoła, przekraczając wody czterech oceanów i wygrał regaty. Wirtualne regaty. Pokonał ponad 150 tys. innych ‘żeglarzy’ z całego świata.

Wziąłem w tym udział dla zabawy. Wcale nie marzyłem o tym, żeby wygrać. Podczas trwania pierwszego etapu, zostawiałem łódź z ustawionym sterem na całą noc i nie wstawałem, żeby go korygować. Pierwszy etap skończyłem na szóstym miejscu, drugi również. I wtedy zacząłem brać to na poważnie, zawalając często całą noc – dodaje.

Kiedy nadszedł ostatni etap, Mark wziął urlop, żeby móc się skupić na jak najlepszym rozegraniu ostatecznego wyścigu. I wygrał. Jednak nie tylko o wygraną tutaj chodzi. – Spędziłem miłe chwile na forum, często rozmawiałem przez Skype’a, ludzie prosili mnie o porady, poznałem wielu przyjaciół – wyjaśnia.

volvo
volvo
volvo

W tej edycji Volvo Ocean Race, również można wziąć udział w wirtualnych regatach. Gra wystartowała w tym samym czasie, co prawdziwe regaty, czyli 11 października, kiedy siedem teamów wypłynęło z Alicante, aby po miesiącu żeglugi zawitać do Kapsztadu. Trasa, punkty kontrolne oraz warunki pogodowe są identyczne z tymi w realnym wyścigu. Jednak zamiast siedmiu drużyn, w grze rywalizuje ze sobą kilkadziesiąt tysięcy kapitanów wirtualnych jednostek.

W ubiegłej edycji wirtualnych regat udział wzięło 150 tys. osób!

Jeśli również chcecie wziąć udział w Volvo Ocean Race, zarejestrujcie się tutaj. Gra jest darmowa, jednak za korzystanie z dodatkowych opcji wyposażenia trzeba zapłacić. My wypłynęliśmy w rejs z Alicante do Kapsztadu z podstawowym wyposażeniem. W zależności od warunków wietrznych, sami musimy sobie dobierać odpowiedni zestaw żagli. Za dopłatą, mielibyśmy ten problem z głowy – niezależnie od wiatru, zawsze mielibyśmy dobrane optymalne żagle, a łódź automatycznie ustawiałaby się pod optymalnym kątem względem wiatru.

volvo
volvo

Na ekranie wyświetlają nam się takie informacje jak prędkość wiatru, prędkość z jaką płyniemy oraz kąt pod jakim znajdują się żagle w stosunku do wiatru. Do dyspozycji mamy również mapkę z lokalizacją naszej łodzi oraz aktualnym kierunkiem wiatru. Przed nami jeszcze wiele nauki, ale już wiemy jak ustawić się na wodzie, żeby płynąć, a nie stać w miejscu. Biorąc udział w wirtualnych regatach przynajmniej nie zmokniemy i nie połamiemy sobie żeber. Niestety nie zobaczymy ani rekinów, ani delfinów, ani bezkresu oceanu.

Volvo Ocean Race Game Volvo Ocean Race Game