kulturawhisky

Legowelt: kunszt didżeja

W drugiej odsłonie Mistrzowskich Wywiadów Wyborowa Pernod Ricard rozmawiamy z holenderskim muzykiem i fanem analogowych syntezatorów, Dannym Wofersem.

Danny przylatuje do Warszawy prosto z rodzinnej Hagi. Z lotniska przyjeżdża prosto do Warszawskiej Szkoły Filmowej, gdzie zagra set koronujący święto elektroniki zorganizowane przez Ballantine's i Boiler Room. To trzecia odsłona imprezy Stay True Journeys na świecie. Zanim usiądziemy do wywiadu, łapiemy z baru Ballantine's drinki. Barmani właśnie kroją limonki, a cały główny hol pachnie jak tropiki. Chyba się dogadamy. Ja wybieram Lemoniadę Dla Dorosłych, a Danny klasyczny Whisky Sour.

Sprawia wrażenie nieśmiałego, normcore'owego geeka. W porównaniu z Komendarkiem i jego kosmiczną aparycją czy ubranym w najntisową kurtkę Piotrem Bejnarem jest prawie niewidoczny, ale tylko do momentu kiedy staje za deckami. Legowelt gra nieprzewidywalne, nie dające się zaszufladkować electro - zresztą podobnie jak sam artysta. Oprócz nagrywania albumów Legowelt projektuje gry komputerowe, kolekcjonuje syntezatory analogowe, nagrywa soundtracki, programuje na Commodore 64 i tworzy e-zine'a 'Shadow Wolf'. Od 1998 roku wydał 14 albumów, biorąc przy tym udział w miriadzie muzycznych kolaboracji pod kilkunastoma pseudonimami. W Warszawie zagrał hipnotyzujący godzinny set.

F5: Nazwa imprezy to ‘Stay True Journeys’. Czy i tobie zdarzyło się kiedyś pójść na kompromis?

Legowelt: Od czasu do czasu każdy zgadza się na jakieś ustępstwa. Sporo zależy od tego, gdzie postawi się granicę. Nie, nie czuję, żebym był zmuszany do kompromisu, inaczej to, co robię, nie byłoby fajne. Oczywiście, zdarzają się sytuacje - na przykład kiedy robię remix - że muszę wyjść naprzeciw jakimś oczekiwaniom, nie mogę zrobić klubowego kawałka w stylu ambient czy czegoś podobnego. Czasem pracuję nad projektami, przy których muszę działać według jakiś odgórnych wytycznych. Teraz na przykład pracuję nad soundtrackiem do filmu i siłą rzeczy muszę uwzględnić wskazówki reżysera. Ale generalnie robię to, co lubię, tak jak lubię.

Zaczynałeś naprawdę wcześnie, kiedy scena house i electro dopiero kiełkowała. Czy teraz brakuje w niej tego undergroundowego mistycyzmu?

Kiedy zaczynałem, house i techno dopiero raczkowały, to było coś całkiem świeżego, coś, o czym świat jeszcze nie słyszał, więc na pewno było to bardziej ekscytujące, buntownicze.

We wczesnych latach 90. rodzice widzieli w techno głównie narkotyki, dziwiło ich, jak dzieci mogą słuchać tej ‘muzyki z komputera’.

Z mojego punktu widzenia wtedy było zdecydowanie bardziej buntownicze, ale być może dla dzieciaków, które dopiero teraz odkrywają tę muzykę, wygląda to tak samo. Na pewno zmieniła się kwestia dostępu. Teraz wszystko jest na wyciągniecie ręki. Kiedyś jedyne informacje można było spotkać w magazynach o muzyce klubowej, które wychodziły raz na miesiąc. Byłby tam jeden mały artykuł, na którym opierało się całą swoją wiedzę. Zanim pojawiły się youtube czy mp3, rola sklepów muzycznych był dużo większa – zasadniczo wszystko, co powiedział koleś zza lady, było złotem. Teraz jest inaczej, ale nie wydaje mi się, żeby ten mistycyzm całkiem zniknął. Myślę, że w erze internetu jest lepiej z wielu powodów.

Legowelt ze swoimi syntezatorami

Grasz imprezy na całym świecie, ale ciągle mieszkasz w rodzinnej Hadze. Na czym polega urok tego miasta?

Przede wszystkim nie widzę powodu, dla którego miałbym nie mieszkać w Hadze. Po co się przeprowadzać? To duże, fajne miasto, a ja mieszkam w ładnym miejscu nad morzem. Nie sądzę, że robiłbym lepszą muzykę, gdybym mieszkał w Berlinie czy gdzieś indziej. A w razie czego zawsze jest lotnisko.

Nigdy nie skusiło Cię inne miejsce?

Może pustynia w Ameryce albo jakieś miejsce na łonie natury, ale to raczej w dalekiej przyszłości.

Legowelt

Zajmujesz się nie tylko programowaniem i graniem...

Lubię zawsze mieć jakiś projekt, kreować całą kulturę wokół swojej muzyki. Nie wiem, skąd ta potrzeba, ale jest bardzo silna. Chyba lubię robić inne rzeczy dla stworzenia przeciwwagi muzyce, no i poza tym sprawia mi to po prostu przyjemność. E-zine 'Shadow Wolf' jest jednym z tych projektów. Drugi numer jest już prawie gotowy, brakuje tylko kilku artykułów, ale myślę, że wypuszczę go na Święta.

Czego słuchali twoi rodzice, czy ich wybory muzyczne jakoś na Ciebie wpłynęły?

O nie, wcale. Moi rodzice słuchali muzyki klasycznej czy popularnej – Barbary Streisand i tym podobnych. Ich gust w ogóle nie miał wpływu na moje preferencje muzyczne. Byli natomiast bardzo liberalni, jeśli chodzi o moje zainteresowanie muzyczne i w ogóle wychowanie.

Ballantine's & Boiler Room

Wydajesz się idealnym materiałem na fana science fiction. Jakie są twoje ulubione filmy?

Jasne, uwielbiam sci-fi. Moje ulubione filmy? Bardzo lubię Stanisława Lema, ale widziałem tylko dwie ekranizacje 'Solaris' – rosyjską i amerykańską, nie oglądałem jeszcze ‘Kongresu’. Nie widziałem też 'Interstellar’, ale będę musiał sobie ściągnąć, haha. Lubię też 'Star Trek', kiedyś byłem naprawdę wielkim fanem. Zresztą 'Star Trek' jest związany z Detroit techno – kiedyś bardzo wielu artystów używało sampli z tego serialu w swojej muzyce.

Jaka była Twoja ulubiona gra komputerowa, kiedy dorastałeś?

Hmmmm. 'Pirates' od Microprose. Było się piratem i żeglowało po morzu Karaibskim. To była w zasadzie jedyna gra, jaką naprawdę lubiłem. Uwielbiam programować gry komputerowe i mogę oglądać nagrania innych graczy na YouTube, ale nie mam potrzeby grać. Natomiast stare gry i ich soundtracki zawsze były dla mnie inspiracją, szczególnie te z Commodore 64 i z Amigi. Kiedyś programowałem w językach Basic i Amos. Czasem jeszcze to robię na Commodore 64. Jest wokół tego cała scena, wychodzi nawet magazyn. To się nazywa retro computing. To takie małe hobby, po prostu lubię tworzyć te mikroświaty. Też pewnie jest to jakaś nostalgia za latami 90.

Boiler Room

Miałeś romans z syntezatorem Roland JV2080. Kto jest teraz twoim nowym ulubieńcem?

Mój nowy ulubiony syntezator to Ensoniq SQ1 oraz SQ80. To amerykańskie sprzęty, ciągle jeszcze dość tanie i brzmiące naprawdę świetnie. Można je kupić za 400 euro, jakościowo przewyższają MiniMoog i wiele droższych modeli. Naprawdę łatwo je zaprogramować, mają po trzy oscylatory i fantastyczny dźwięk. Myślę, że wielu artystów ich używa, ale raczej zachowują to dla siebie, są takie dobre.

Czym jest dla ciebie kunszt?

Chyba tym, do czego dąży każdy artysta. Tym, żeby doprowadzić swoją pracę do najwyższego poziomu. Budowaniem swojego charakteru jako twórca i ciągłym poszukiwaniem. Dlatego tak bardzo interesuje mnie cała otoczka mojej muzyki. Myślę, że żeby się rozwijać, trzeba wychodzić trochę poza tę bezpieczną strefę. Dla mnie istotne są też korzenie, to, żeby nie utracić kontaktu ze swoją pierwotną pasją, tylko dlatego, że modne są ciągle nowe rzeczy.

rozmawiała Anka Warchoł

Wywiad z Dannym Wolfersem to druga z czterech mistrzowskich rozmów Wyborowa Pernod Ricard Polska, które celebrują kunszt rzemieślników różnych dziedzin. Za inspirację posłużyło mistrzostwo twórców jednego z najbardziej wymagających trunków świata - whisky.

Specjalnie dla fanów whisky przygotowaliśmy konkurs, w którym nagrodą jest podwójne zaproszenie na tasting z Darkiem Fabrykiewiczem, ambasadorem Wyborowa Pernod Ricard Polska!

Odpowiedz na pytania, udostępnij link na Facebooku jako 'publiczny', koniecznie wraz z hasztagiem #tastingwhisky i dołącz do nas 03 grudnia 2014 aby degustować najlepsze szkockie i irlandzkie

Ładowanie konkursu Tasting Whisky Ballantines...

Ballantine's Stay True Journey

Ballantine’s to jedna z najbardziej rozpoznawalnych whisky na świecie.  Korzenie marki sięgają do roku 1827, kiedy syn farmera, George Ballantine’s założył swój pierwszy sklep w Szkocji. Od samego początku przyświecała mu idea dostarczania luksusowych produktów, w tym alkoholi. Syn założyciela wkrótce przejął rodzinny biznes i postanowił go rozwinąć, tworząc autorskie blendy delikatnej w smaku whisky. Trunek, który stworzył wkrótce zyskał niebywałą popularność, a nawet uznanie samej Królowej Wiktorii, która przyznała marce Ballantine’s  królewską gwarancję jakości. Ballantine’s stał się najbardziej pożądaną whisky świata. O dziwo, do spopularyzowania marki przyczyniła się prohibicja. Związek Ballantine’s z kultowym Club 21 na Manhattanie sprawił, że szkocka whisky stała się ulubionym alkoholem elit.

Obecnie Ballantine’s to najczęściej wybierana w Europie i druga na świcie marka Whisky. sztandarowa szkocka whisky zdobywa w Polsce coraz większe uznanie – jesteśmy trzecim pod względem wielkości rynkiem Ballantine’s na świecie. Polaków pod względem sympatii dla tej marki prześcigają tylko Francuzi i Hiszpanie. 

Chcesz wiedzieć więcej o whisky? Wejdź na Whisky.pl :

  • whisky